Zanim zaczniemy opowiadać nasza przygodę zacznijmy od przedstawienia nas samych.

Jestem Dominika. Pochodzę z małej miejscowości mieszczącej się we wschodniej części Polski. Swoją przygodę z lotnictwem rozpoczęłam 5 lat temu, kiedy to zdecydowałam się na studia w Dęblinie. Ukończyłam specjalizację bezzałogowe statki powietrzne. Moim mottem życiowym jest brać życie takim jakie jest i nie przejmować się na zapas. Lubię próbować nowych rzeczy, odkrywać nowe miejsca i poznawać nowe kultury.

Natomiast ja nazywam się Magda i mieszkam po drugiej stronie Polski niż Dominika. Tak samo jak ona ukończyłam Lotniczą Akademię Wojskową. Jestem perfekcjonistką, wiec jeśli coś robię to tylko na 100%. Moją pasją są podróże.

Decyzja o wyjeździe do Muzeum lotnictwa w Maladze była spontaniczna. Kiedy okazało się, że możemy jechać byłyśmy tak podekscytowane, że od razu zaczęłyśmy pakować walizki. Nie mogłyśmy doczekać się tego, co zastaniemy na miejscu i co będziemy robić przez kolejne miesiące. Po przybyciu na miejsce szef zadał nam pytanie: chcecie nam pomóc? Odpowiedź była tylko jedna: oczywiście, że tak. Tego się jednak nie spodziewałyśmy. Od razu zaczęłyśmy działać. Ubrane w sukienki silikonowałyśmy okna, aby przygotować pomieszczenie, w którym obecnie znajdują się symulatory. Po pierwszym dniu pracy byłyśmy zachwycone i nie mogłyśmy się doczekać, co wydarzy się w kolejnych dniach. Poniższy cytat najlepiej opisuje każdy kolejny dzień spędzony w muzeum:

Mama zawsze mówiła, że życie jest jak pudełko czekoladek. Nigdy nie wiesz, co Ci się trafi

Forrest Gump

Następne dni łączyły się z kolejnymi wyzwaniami. A oto niektóre z nich:

Na załączonym zdjęciu widzicie radar. Naszym zadaniem było odnowienie i doprowadzenie go do pierwotnego stanu. Jest to jeden z tych projektów, z których najbardziej jesteśmy dumne.

To zdjęcie pokazuje naszą naukę malowania za pomocą pistoletu. Coś co wydawało nam się trudne okazało się bardzo przyjemnym zajęciem.

Kolejnym projektem był samochód Renault R4. Tutaj zajęłyśmy się konserwacją podłogi wewnątrz samochodu, wyczyszczeniem powierzchni, na których znajdowała się rdza, zeszlifowaniem starej farby, zdemontowaniem elementów oraz wiele innych. Projekt nie jest jeszcze zakończony. Cały czas pracujemy nad nim.

Land Rover. Tutaj tak samo jak przy renault zajęłyśmy się dokładną renowacją, czyli przywróceniem pierwotnej wersji. Używając opalarki pozbyłyśmy się wszystkich naklejek, wypiaskowałyśmy poszczególne elementy, na których znajdowała się rdza oraz nałożyłyśmy preparat zabezpieczający przed pojawieniem się jej ponownie.

Bardzo często wykonywałyśmy też mniejsze projekty, który opierały się na czyszczeniu, szlifowaniu, wierceniu, docinaniu elementów i tym podobne.

O tym projekcie musimy powiedzieć, że to takie nasze dziecko. Kiedy pierwszy raz go zobaczyłyśmy od razu wiedziałyśmy, że chcemy się za niego zabrać jak najszybciej. To jest samolot Dove, o którym więcej możecie przeczytać w innych artykułach na stronie muzeum. Na powyższym zdjęciu używając odpowiednich substancji próbujemy pozbyć się kilkunastu warstw farby, które przez lata były nakładane jedna na drugą. Projekt wymaga mnóstwo czasu i pieniędzy, ale mamy nadzieję, że kiedyś zobaczymy go, jako piękny okaz muzealny podziwiany przez turystów.

Tutaj dostałyśmy zadanie stworzenia modelu samolotu poprzez obklejenie gotowych elementów kawałkami papieru namoczonego w kleju i pomalowanie go. Podjęłyśmy się projektu samolotu Mirage2000. Musimy przyznać, że laboratorium muzealne stworzone w tym celu jest jak pokój do relaksu. Czas spędzony tam był jak medytacja 😊

A to jeszcze nie koniec naszej przygody w Muzeum lotnictwa w Maladze, bo jeszcze tu jesteśmy, ale musimy przyznać, że to jeden z najlepszych staży jaki w życiu miałyśmy. Na pewno każdy projekt zostanie w naszych sercach na wiele lat. Pewnie w przyszłości będziemy te historie opowiadać naszym dzieciom i wnukom.

Jeśli mogę napisać coś do kolejnych praktykantów, czy wolontariuszy chętnych pomóc muzeum to nie bójcie się i przyjeżdżajcie!

To miejsce pokazało nam, że kobiety też mogą używać wiertarki, wkrętarki czy szlifierki i są w tym tak samo dobre jak mężczyźni. Bardzo często wykonując różne czynności śpiewałyśmy wtedy piosenkę Cher „Strong enough” , która dawała nam siłę do działania. Największą jednak motywacją były pozytywne słowa, które słyszałyśmy od pracowników, czy przyjaciół muzeum, takie jak: muy bien, perfecto, fantastic job… To dawało nam jeszcze większego powera do działania. Muzeum w Maladze to wspaniałe miejsce z duszą i pasją do lotnictwa i nie tylko, która unosi się w powietrzu na każdym kroku.

Z tego miejsca chcemy podziękować szefowi, jego żonie oraz wszystkim amigos za tak ciepłe przyjęcie i otwartość w stosunku do nas! Dziękujemy i mamy nadzieję, że Wy też zapamiętacie nas jak najlepiej!

DEJA UNA RESPUESTA

Por favor ingrese su comentario!
Por favor ingrese su nombre aquí